2013-06-19

Przeprosiny ~ .. czyli Muszę się usprawiedliwić!

No tak ee.. Na początek chciałam przeprosić za moją dosyć długą (jak na mnie) nieobecność na blogu. Ostatnimi czasy bowiem nie istniałam..
Tak. Nie istniałam i to nie tylko z powodu zbliżającej się wielkimi krokami mojej obrony. Nie istniałam głównie dlatego, że moja młodsza siostrzyczka strasznie zachorowała i po dziś dzień męczy się na jednym z wrocławskich oddziałów. Rokowania są, na szczęście, już dosyć dobre, dlatego też mogę z powrotem wrócić do rzeczywistości. Obiecuję poprawę i jako kolejne wpisy przedstawię wypracowane przeze mnie odpowiedzi na trzy pytania z Historii Filozofii Starożytnej, jakie dziś dostałam na egzaminie u prof. Gajdy i które, swoją drogą, są bardzo ciekawe ;)
Pewnie domyślacie się, że niełatwo było odpowiadać na egzaminie komuś, kto dzień w dzień (ehh.. zamiast się uczyć) przebywał w szpitalu, zupełnie nie mogąc skupić się na nauce. Ale na szczęście ten etap mam już (mam nadzieję) za sobą i mogę skoncentrować się na mojej pracy licencjackiej, którą ostatecznie bronić będę 25go. Trzymajcie kciuczki! ;)

2013-06-10

Letnia Stylizacja.

Jak Wam się podoba stylizacja letnia, którą stworzyłam? Mnie średnio, ale przynajmniej oprawa ładna no i jury się spodobała bo zajęłam nią II miejsce i dostałam 150 zł na zakupy w Atlanticu-,-. 


2013-06-04

Szkolny sen~

Na początek napiszę tylko, że nie mam pojęcia skąd wziął się ten sen.

Razem z kilkoma osobami z mojego starego liceum byłam na czymś w rodzaju zajęć szkolnych (w ciemnym pokoju-,-). Zajęcia prowadziły dwie baby (jedna podobna do Tatiany Okupnik, druga zaś do złudzenia przypominająca właścicielkę mojego mieszkania). Baby o niezdrowych zmysłach - tak można je najtrafniej określić. Wyznaczyły nam one na tablicy projekt, w którego skład wchodzić miały dwa rysunki. Mój Misio pomagał mi zbierać materiały, których zamierzałam użyć, zaś w tym czasie Doris zaczęła się przechwalać swoim rysunkiem, twierdząc że jej jest wspaniały, a mój beznadziejny (no trudno się dziwić, jeszcze prawie nic nie miałam). Zauważyłam, że moja siostra też robiła projekt, ale nie tak jak wszyscy na prostokątnych brystolach, tylko na jakimś takim okrągłym. Chciałam wyciągnąć nową kartkę z worka brystoli dostarczonych przez jedną z prowadzących, jednakże gdy zaczęłam rozrywać worek, to ta do złudzenia przypominająca moja właścicielkę, ze wściekłością w oczach wyrwała mi kartki, mówiąc, że dostałam jedną i jedna ma mi wystarczyć bo te nie są na sprzedaż.. wtf?-,- 
Z pomocą Misia, który dzielnie przytrzymywał mi kredki, na jednym obrazku stworzyłam rower z przyczepką, na której było przyczepionych kilkanaście podobnych rowerów, z podobnymi przyczepkami (nawet w miare zachowałam proporcję, każdy z kolejnych rowerów malując jako mniejszy). Na drugim brystolu tylko zaczęłam tworzyć Ostatnią Wieczerzę, wycinając święte postacie z jakiejś reprodukcji i przyklejając je niedokałdnie klejem. Ale było to nieważne, ponieważ prowadząca (tym razem podeszła do mnie Tatiana) zaczęła wychwalać moje pierwsze dzieło. Poczułam się jak prawdziwy zwycięzca widząc Doris, która pełna 'wkurwienia' bazgroliła po swoim brystolu (haha tak się wywyższała a prowadząca i tak ostatecznie pochwaliła mnie xD). W tym momencie zauważyłam także, że moja siostra zniknęła (bo musiała coś załatwić jak powiedział mi Mati) i Misio przyniósł pozostawioną przez nią pracę, która teraz okazała się wielką, szklaną miską z uszami (coś a'la naczynie do lasagne), na ktorej spodzie moja Sis domalowała kredką, prymitywnie wyglądające oczka i uśmiech.
Nie mam pojęcia co to miał niby być za sen i gdzie miałabym szukać jego źródła, zwłaszcza, że jest kompletnie niepodobny do tych drastycznych i pełnych brutalności snów, które śnią mi się ostatnio (rozrywane klaty badanych w rentgenie kobiet, ect.). Jeśli mialabym obstawiać, to właśnie na sen pełen krwi bym postawiła, ze względu na okropny odcinek Gry o Tron, w którym bestialsko wybito prawie całą rodzinę Starków, co poruszyło mnie do szpiku kości.

2013-05-29

Incepcja - Sen Masakra.

W to oto majowe popołudnie postanowiłam zrobić sobie popołudniową drzemkę. Nie da się zaprzeczyć, że najlepsze sny pojawiają się właśnie podczas takich drzemek. Zastanawialam sie nawet czy mogę sen ten spisać, gdyż jest to jeden ze snów, po których należy zadać sobie pytanie: czy wypada go upubliczniać?. Jako, że był to swoisty 'sen w śnie', a tak owe nie zdarzają się często, postanowiłam go opisać. Kartezjusz tak by zrobił..
..No więc zmorzył mnie popołudniowy sen. Szybko też przebudziła mnie osoba, która jak grzmot pojawiła się w moim pokoju i usiadłszy przy biurku Matiego zalała mnie tysiącem pytań. Nie napiszę jaka to była osoba i nie napiszę jakie pytania mi zadawała - tego robić nie wypada. Napiszę jednak, że rozmawiałam tak z nią chwilkę, przeciągając się łapczywie na łóżku, po czym pełna zmęczenia powiedziałam tej osobie by wyszła, bo idę spać, gdyż powiedziałam jej co chciała wiedzieć. Zamknęłam oczy, położyłam się przyjemnie na boczek i nagle usłyszałam jak ta osoba kładzie się obok mnie. Powiedziałam jej (nadal nie otwierając oczu) coś w stylu, że chyba sobie robi jakieś jaja, po czym ta ugryzła mnie w ucho, mówiąc coś co tak mnie rozzłościło, że otworzyłam oczy i wstałam kierując się zdenerwowanym, szybkim krokiem do łazienki. Probując 'oddać potrzebę', zauważyłam, że ktoś rozpoczał w naszej łazience remont i wszystkie przerwy między kafelkami były pozaklejane kremową taśmą, zaś na podłodze bylo coś klejącego, co przylepiło mi się do skarpetki. Nie widziałam tego dokładnie bo moje oczy nadal były lekko zlepione, toteż zaczęłam je uporczywie trzeć (nie skarpetki, tylko oczy!), myśląc że obraz mi się za chwilę rozjaśni, co oczywiście nie nastąpiło. był to pierwszy moment, w którym przez myśl przemknęło mi, że może to być sen. Gdy wrócilam, ta osoba nadal leżała obok, ja się polożyłam z powrotem, zrobiłam kolejną głupotę z serii 'o tym pisac wstyd' i uświadomiłam sobie już na dobre, że coś mi tutaj nie gra. Uświadomiłam sobie, że to musi być sen, więc nie przejmując się kompletnie osobą obok, zasnęłam znowu. 
Gdy się obudziłam dalej targały mną jakieś dziwne złe przeczucia. Czułam, że to o czym sniłam stało się naprawdę. Dlaczego tak było? O nie! Bo to jest kolejny sen! Usilnie próbując się obudzić (tak bardzo chciałam, a czułam, że nie mogę) w końcu chyba mi się udało, bo zaraz po przebudzeniu sprawdziłam łazienkę (uff, wyglądała normalnie), po czym zaczęłam spisywać ten oto, wstydliwy poniekąd 'sen w śnie'..
.. Być może z perspektywy czytającego, sen ten nie robi wrażenia 'snu masakry'. Ja jednak nadal mam przed oczami słowa mojego Matiego, który opowiadając mi o podobnej incepcji, której doświadczył, wypowiedział słowa, które teraz wydają mi się do cna prawdziwe, a które przedtem zaakceptowałam z dystansem charakterystycznym snom. To uczucie, że mimo, iż chcesz, a nie możesz się obudzić, kotłujące się w twojej głowie czarne myśli, głos podpowiadający Ci, że jesteś w śpiączce i choćbyś nie wiem jak bardzo się starała to i tak się nie obudzisz, wszystko to - dzieje się naprawdę. Wszystko to, podczas incepcji rozgrywa się w Twojej głowie. A jest to niesamowite i przerażające zarazem.

2013-05-28

Bez sensu w ogóle -,-

W parę osób usilnie próbowaliśmy znaleźć schronienie przed szwendaczami. Jeden nawet mnie drasnął w rękę i bałam się, że umrę, ale ktośtam powiedział mi, że od tego się nie umiera. Było parę osób z rodziny i parę znajomych w moim wieku. Wszyscy chowaliśmy się w jakichś starych budach, udając, że nas nie ma, w obawie przed czychającymi na ciemnym dworze szwendaczami, mimo, że tam byliśmy. Byliśmy tuż obok nich, schyleni pod oknem przez które wyglądał żądny mięsa zombie. Jakiś czarny debil zapalił światło powodując niezłą rozpierduchę. Ale ostatecznie wyszło słońce i okazało się, że znaleziono lekarstwo na chodzące zombie, które zniknęły. Gdy się obudziłam, mojego Misia już przy mnie nie było. Pomyślałam, że zaspałam, a Misio zniknął w czeluściach pracy ale znalazłam go.. w kuchni.