2016-07-13

The Philosopher as Spy – PETER RICKMAN


Trochę mi zeszło (jak zwykle), ale jest. Kolejne tłumaczenie, nieco lepsze (jak mi się wydaje) niż poprzednie. Jako że, nad tekstem Petera Rickmana pracowało mi się dosyć przyjemnie, mam nadzieję, że jeszcze kilka tympodobnych i zacznę je czytać po przetłumaczeniu całości, sprawdzać, wprowadzać korekty etc. Jedny słowem, dopieszczać ;]

Filozof jako Szpieg – Peter Rickman

[ The Philosopher as Spy – Peter Rickman ]


'Filozof jako szpieg'

Raport składa agent Peter Rickman. 

Definiowanie filozofii jest trudne i kontrowersyjne nie tylko dlatego, że rości sobie przywilej determinowania swoich własnych zasad. Stąd też podejście pośrednie, polegające na porównywaniu jej do innych działań, poszukiwaniu podobieństw i analogii, może pomóc. Możemy rozważać filozofa w różnych rolach – jako żartownisia, jako aktora oraz – w tym artykule – jako szpiega.

Mogę być bezskutecznie podejrzewany o próbę wyjaśniania tego co wiem, przez to czego nie wiem. Wszakże nie jestem i nigdy nie byłem aktorem, komikiem czy szpiegiem. Jednakże, podczas gdy obraz filozofii jest nieuchwytny, to te z działań, które wymieniłem są jednoznaczne i całkiem niekontrowersyjne. Ponadto, kiedy już skupię moje myśli na swoich obrazach, to w moich filozoficznych poszukiwaniach wykrywam ślady aktorstwa, dowcipkowania i szpiegostwa.


Nie posiadając bezpośredniego źródła wiedzy na temat szpiegowania i przyznając iż fikcja często zniekształca rzeczywistość, możemy zgodzić się na dwie cechy definiujące.

Po pierwsze, szpiegostwo poszukuje wiedzy, która jest nie tylko ukryta, lecz jest także tajemnicą. Innymi słowy, mamy tu nie tylko przeszkody stojące na drodze do wiedzy, lecz przeszkody, które są tu przez zaprojektowanie. Przeszukiwanie biblioteki to nie szpiegowanie, nawet jeśli poszukiwany materiał jest ukryty w kiepsko skatalogowanym archiwum.

Inną cechą definiującą szpiegostwo jest użycie podstępu, takie jak ukrywanie swojej tożsamości czy celu. Dotyczy to, obok szpiegostwa 'właściwego', szpiegostwo przemysłowe, a nawet socjologów, psychologów czy antropologów, podszywających się za niewinnych odwiedzających, współpracowników etc., z wyłączeniem starych panien, którym zarzuca się szpiegowanie swoich sąsiadów. Nie ma żadnego kamuflażu czy małego podstępu. Wiemy kto patrzy i możemy zobaczyć drgającą kurtynę, więc to co jest obserwowane nie jest niezmienną tajemnicą. Ciekawski obserwator może dowiedzieć się jedynie, że ich nowy sąsiad jest bogaty, lub że ma tendencję do późnych powrotów do domu.
 
Jednakże, zanim będziemy mogli owocnie rozważać w jaki sposób filozofowie są jak szpiedzy, to musimy dogłębniej odkryć to, co zawiera się w byciu szpiegiem. Po pierwsze musimy zauważyć że szpiegostwo, mimo iż jest profesjonalnym zawodem małej grupy specjalistów, odzwierciedla uniwersalne interesy i skłonności człowieka. Potwierdzeniem jest ogromna popularność thrillerów o szpiegach, a także zainteresowanie rozbudzane przez książki i artykuły prasowe na temat faktycznego szpiegostwa.

Pragniemy dowiedzieć się tego co ukryte, stać stać się częścią tajemnicy, co jest praktycznie uniwersalne i już bardzo widoczne u dzieci. Inspiruje to plotkowanie, rozwiązywanie krzyżówek i innych rodzajów łamigłówek, czytanie 'wiadomości z pierwszej ręki' czy relacji skandali. Stanowi to również bodziec do badań naukowych. Bardziej skomplikowany i intrygujący jest problem różnych kamuflaży, noszenia jak gdyby maski, poważnego wkraczania w zmyśloną rolę, życia w kłamstwie.

Moraliści i filozofowie przez wieki – ostatnio, w szczególności, egzystencjaliści – głosili ważność 'bycia sobą' czy 'bycia wiernym sobie'. Czy to podważa wszystko to, co staram się powiedzieć? Z pewnością nie chcę kwestionować przedstawionego ideału czy faktu, że cieszy się on tak powszechnym poparciem. Ale wtedy, dlaczego powinno być koniecznym stresowanie się tym, że powinniśmy być lub stawać się, tym, czym nieuchronnie jesteśmy w trywialnym sensie, o ile nie istniały pokusy i naciski w przeciwnym kierunku? 

Możemy dokonać rozróżnienia pomiędzy niezwykle oczywistymi przyczynami, dla których filozofowie używają kamuflażu, od dużo głębszych powodów, które podzielają z resztą ludzkości. Nie trzeba daleko szukać  powodów, przez które filozofowie mogą się wstydzić swojej profesji. Często byli oni prześladowani. Sokrates został skazany na śmierć, Platon musiał wyswobodzić się z Syrakuz; Kartezjusz opuścił swoją ojczyznę dla swobodniejszej klimatem Holandii, Spinoza został ekskomunikowany przez swoją własną społeczność i za życia nie odważył się opublikować swojego głównego dzieła. W krajach totalitarnych to prześladowanie trwa do dzisiaj, lecz w pozostałej części świata jesteśmy mniej narażeni na fizyczne zagrożenia. Zamiast tego, wydajemy się być pogardzani, marginalizowani i uważani za bezużytecznych. Pośród ofiar cięć w budżecie uniwersytetu widoczne są departamenty filozofii i jej nauczyciele.

Tak więc miał miejsce ogólny odwrót od dumy i pewnych siebie twierdzeń filozofów takich jak Platon czy Hegel. Locke określił siebie jako podporządkowany robotnik, a swoją działalność jako zbieranie kamyków na plaży. Inni poszukiwali schronienia w autorytecie nauki, uważając się za naukowców, bądź za tych, którzy naukowcom służą. W ostatnim czasie modne stało się podawanie się za leksykografów lub gramatyków. Jako że język jest zarówno ważny jak i charakterystyczny dla ludzi, podszywanie się za strażników języka, wyjaśnianie pojęć, wskazywanie niewłaściwego wykorzystania i śledzenia obaw intelektualnych co do niejasności językowych, wydaje się być użyteczne i szanowane. Możemy zatem uważać się za szanowanych, akademickich specjalistów, nie stanowiących zagrożenia dla społeczeństwa, nie będących nieustępliwymi, irytującymi krytykami, co Sokrates uważał za właściwe dla bycia filozofem. Możemy domagać się prawa do podejmowania skromnego życia przez wykonywanie ograniczonych i wykwalifikowanych zadań przekraczających zakres laika.

Jednakże, tłumaczenie tych impersonacji filozofów, jako, po prostu, odpowiedzi na brak zaufania laika czy złośliwość autorytetu, trywializuje problem, ponieważ istnieje ogólna skłonność ludzka do aktorstwa, odgrywania ról i przebieranek. Jedną z jej funkcji (co jest szczególnie widoczne u dzieci) jest eksploracja. Przez wcielanie się w różne role rozszerzamy zasięg naszej wyobraźni.

Kolejną funkcją jest ucieczka. Wszyscy jesteśmy zniewoleni na różne sposoby. Na początek, jesteśmy więźniami nieusuwalnych warunków. Jeżeli jestem białej rasy, mężczyzną w średnim wieku, to rzeczywiście nie mogę uciec od tych definiujących ograniczeń. Do końca życia to miejsce jest do mnie przypisane w porządku rzeczy. Jestem również zniewolony przez charakter, który sobie wyrobiłem, karierę którą wybrałem, związki do których się zobowiązałem. Każdym dodatkowym wyborem budujemy kolejną ścianę zamykającą więzienie. Te ograniczenia nie są tak bardzo nieusuwalne jak zestaw początkowy. Nie mogę bowiem zmienić swojego wieku ani rasy, ale mogę nauczyć się być hojniejszym, zostawić żonę, zmienić pracę i porzucić długoletnie przyjaźnie, choć nic z tych rzeczy nie jest łatwe.

Używanie naszej wyobraźni w marzeniach na jawie, impersonacji i identyfikacji z bohaterami utworów literackich zapewnia ucieczkę, która jest jednocześnie ubogaceniem zasięgu naszego życia. Przyjemność jaką czerpiemy z utożsamiania się ze wspaniałymi kochankami, arcydziełami, heroicznymi kowbojami itd. z książek, czy ze sceny i ekranu, a także sposób w jaki w naszych marzeniach na jawie wyobrażamy sobie siebie w tych rolach jest tak dobrze znane, aby nie było potrzebne rozwijanie [tego tematu]. Ludzie podróżujący pośród obcych, samotnie jadący na wakacje czy rejsy, często odczuwają pokusę przyjmowania, czy też udawania, innej niż własna, osobowości i życia.

Przez krótki moment, w odizolowanym epizodzie swojego życia, są oni asami lotnictwa a nie komercyjnymi podróżującymi, są singlami a nie w małżeństwie z długim stażem, powodzi im się a nie na odwrót itd. Biorą urlop od swojego normalnego życia i rzeczywiście od swojej normalnej osobowości. Ale czy to oznacza, że rzeczywiście nie są sobą czy może że eksperymentalnie rozszerzają zakres swojej własnej osobowości? 

To, jak podejrzewam, musi być jeden z uroków bycia szpiegiem. Bez wątpienia w grę wchodzą tutaj różnorodne pobudki: patriotyzm, wiara ideologiczna, pragnienie przygody czy pieniędzy, lecz na pewno musi być tutaj specyficzny pociąg do nadzwyczajnych warunków, w jakich człowiek musi żyć w kłamstwie. Przyjaźnie które zawiera, kochanków których zdobywa, jego sąsiedzi czy kontakty biznesowe, żadnemu z nich nie jest znane jego pochodzenie, przeszłość, prawdziwe przekonania czy nawet charakter. Ostatecznie zdradzi ludzi, którzy my zaufali. Wszystko to w imię zdobycia wiedzy tajemnej.

Mając zasugerowane co wiąże się ze szpiegostwem i co czyni je czymś więcej niż wysoko wyspecjalizowanym zawodem niewielkiej mniejszości, możemy zwrócić się do istotności [szpiegostwa] dla filozofii.

Wglądy poszukiwane przez filozofów są bez wątpienia ukryte, bo z jakiego innego powodu wysilać się by je uzyskać? Lecz w jaki sensie, poszukujemy tego co tajemne? Idea tajemnicy dotyczy kogoś kto celowo coś ukrywa, zazwyczaj we własnym interesie. W tym znaczeniu państwa członkowskie utrzymują swoją gotowość militarną w sekrecie, czy religie i społeczeństwa swoje doktryny i rytuały. W sensie dosłownym nie ma nikogo – filozofa czy nie-filozofa – kto znajduje sposób by utrzymać w sekrecie informacje, umiejętności czy praktyki poszukiwane przez filozofa. Siły utrudniające lub wstrzymujące wgląd nie są osobami czy czy zborami osób, są one trendem zawartym w naszej kulturze i mechanizmami wewnątrz naszych umysłów. Systemy kulturowe mają wbudowaną odporność na zbyt bliski wgląd na własne założenia, wierzenia i bezkrytycznie akceptowane praktyki. Jednostki są niechętne do myślenia na nowo zamiast podążania utartymi ścieżkami, do kwestionowania swoich przekonań czy krytycznego spojrzenia na własne zachowanie. Nie jest to całkowita ślepota: obecne jest przeczucie czegoś, a także zmagamy się z tym, co chrześcijanie określają jako 'syn przeciwko Duchowi Świętemu' czy Sartre jako 'zła wiara'. To właśnie to owiane jest tajemnicą. Z tego powodu filozof podejrzewany jest, a nawet prześladowany i może poszukiwać przebrania, które sugeruje, że to co robi jest nieszkodliwe.

Jednakże impersonacja służy nie tylko bezpieczeństwu filozofów lecz także pozytywnie odsłania poszukiwane tajemnice. Chodzi o postawę, którą ktoś przyjmuje wobec siebie. Samowiedza obejmuje krytyczną świadomość własnych założeń i przekonań, czy to nabytych personalnie, czy też otrzymanych od własnej kultury, uważana przez filozofów za sprawę najwyższej wagi, lecz niosąca ze sobą niebezpieczeństwo pomyłki, jak mówił Dilthey, własny zakątek świata. 

Jest jedną z cech charakterystycznych filozofii produkowanie śmiałych, często owocnych hipotez, które dalece wykraczają poza dostępne dowody. Na przykład Platon zauważając, że narzędzia, organy ciała i rzemieślnicy służą funkcjom, wyczarował ideę, że cała rzeczywistość jest skonstruowana funkcjonalnie.

Taka spekulacja, choć wyraźnie nienaukowa, przetarła niekiedy ścieżkę do nauki. Zakres spostrzeżeń i owocnych teorii wyprodukowanych przez ludzi takich jak Platon czy Spinoza, w oparciu o własne doświadczenie, jest naprawdę zdumiewający. 

Ale w tym też kryje się niebezpieczeństwo. Spekulacje oparte na introspekcji personalnej mogą być wąskie i zniekształcone. Człowiek przygnębiony z powodów osobistych może z całkowitą łatwością namalować pesymistyczny obraz rzeczywistości. Myśliciele tacy jak Heidegger czy Sartre przekazują ponurą wizję nie tylko współczesnego, ciężkiego położenia, lecz także ogólnej kondycji ludzkiej, która odzwierciedla ich własny temperament oraz doświadczenie wojny i klęski, które współdzielą. Miłość i radość mogą być tak samo obowiązujące jak punkty wyjścia dla generalizacji ludzkiego życia, takie jak śmierć i udręka.

To tutaj wkracza ważność wprowadzania wyobraźni w obcy styl życia pozoru i nakładania maski. Literatura to jedne z drzwi do tak szerokiego doświadczenia. Nie jest to tylko przyjemność przygody – choć tego również pragniemy – jest to także kluczowy proces uczenia się. Szerząc to czym normalnie jesteśmy i wchodząc na serio w tok impersonacji możemy odkryć uprzednio skrywane przed nami tajemnice.

Filozof jako szpieg, może stąd twierdzić iż napędzany jest ciekawością, miłością do przygody czy ucieczki, lecz także służy większym korzyściom. Gdy stwarza pozory, jak w ironii sokratejskiej, szlachetnego kłamstwa opiekuna i jak w komedii o pseudonimach Kierkegaarda, jest fałszywy w służbie prawdy jedynie dla siebie lub swoich przyjaciół.


© P. Rickman 1991

Peter Rickman jest profesorem wizytującym na City University w Londynie i autorem wielu książek.

Cardiff, 07/2016,
Tłumaczenie: Mayosophy.

Link do oryginału: https://philosophynow.org/issues/3/The_Philosopher_as_Spy

2016-03-15

Atheist In A Foxhole – David Rönnegard


 
Witam w 2016. W woli wyjaśnienia; Szykowałam się od początku roku aby dodać tłumaczenie  Can Wisdom Be Taught? Dallasa Willarda, jednakże mimo szczerych chęci, translacja tego tekstu ciągnie mi się jak flaki z olejem. Aby jednak zachować pozory płynności w publikowanych postach postanowiłam dodać coś przetłumaczonego w międzyczasie – Tekst tłumaczyło mi się (jak na moje wątpliwe translatorskie umiejętności) bardzo szybko i przyjemnie. Jedyne co mi wyraźnie nie gra to tytuł - jakoś nie mogłam znaleźć dobrego odzwierciedlenia znaczenia wyrazu Foxhole ['okop' w ogóle mi nie spasował], dlatego też zainteresowanych odsyłam do oryginału (link umieszczony pod tłumaczeniem).

Ateista w Lisiej Norze – David Rönnegard

[Atheist In A Foxhole –  David Rönnegard ]


David Rönnegard pyta, w jaki sposób oddani ateiści skonfrontowani ze śmiercią mogą znaleźć pocieszenie.

Jestem świeckim w poglądach filozofem. Wiara nie jest cnotą, którą posiadam. W szczególności nie wierzę w roszczenia wiedzy na temat egzystencji czy woli Boga. Jako ateista i humanista, moje podejście do życia zostało ugruntowane na racjonalnych myślach i dowodzie empirycznym. Uważam śmierć za koniec naszej świadomej egzystencji i we wszelkim znaczeniu, że życie może zamieszkiwać w człowieku.

Publiczna refleksja nad życiem odbywa się często w strachu, lecz rzadko kiedy, w obliczu śmierci. Ja znajduję się w tej drugiej, uprzywilejowanej, lecz nie do pozazdroszczenia pozycji. Zostałem właśnie poinformowany, w wieku 37 lat, iż jestem w czwartym stadium raka płuc. Ateizm i wieść o zbliżającej się czyjejś śmierci wydają się być szczególnie niefortunną kombinacją. Gdzie niewierzący filozof uzyska pocieszenie? Co zapewnia znaczenie przeżywanemu życiu i akceptację przewidzianego losu?

Nie mając nigdy skłonności ku nadprzyrodzonemu, religia nigdy nie jawiła mi się jako wiarygodna czy też jako źródło komfortu. Wiadomości o zbliżającej się śmierci nie zachęciły mnie do chwycenia się fałszywego pocieszenia, choć pocieszenie jest bardzo potrzebne. Przeciwnie, moja obsesja śmierci była dotychczas łagodzona przez sokratejską definicję filozofii, jako procesu przez który dochodzi się do zaakceptowania swojej własnej śmierci. Teraz, skonfrontowany w młodym wieku ze skończoną naturą życia, zastanawiam się czy wystarczająco przesunąłem się wzdłuż tego procesu akceptacji, który jest niewzruszenie bardzo osobisty.

Filozofowie często są ukazywani karykaturalnie, jako zmagający się z wielkimi pytaniami, w szczególności z tymi dotyczącymi sensu życia, ale rzadko kiedy widziałem taką kwestię zmartwień pośród profesjonalnych filozofów, nie inaczej niż podczas przelotnych rozmów z kolegami po kilku piwach.

Kilku myślicieli nagiętych nie-religijnie próbowało odpowiedzieć na pytanie o sens prosto z mostu. Być może jako obecni, niezależni filozofowie posiadają oni milczące zrozumienie dla faktu, iż znaczenie życia czy wartość jest osobistą wyprawą; lecz większość z filozofów, których znam również nie wydaje się spędzać zbyt wiele czasu nad rozważaniem sensu swojego życia. A więc jeśli filozofowie pośród nas tego nie robią, to kto? To temat tabu świeckiej myśli. 

Będąc kształcony w tradycji filozofii analitycznej, nie uważam siebie za obciążonego bogatą historią myśli o sensie życia. Do niedawna była zadziwiająco nieobecna w literaturze analitycznej, zaś niedawny wkład skoncentrował się na rozwijaniu 'sensu życia': to jest, większość wysiłku została wpakowana w zrozumienie znaczenia 'sensu', jak również osiągnięcie lepszego osadzenia pojęcia 'życia'. 

Słowa Bertranda Russella iż 'wszystko jest niejasne w stopniu którego sobie nie nie uświadomisz, dopóki nie spróbujesz tego doprecyzować' przekazują godną podziwu ambicję klarowności tradycji analitycznej. Lecz szczerze mówiąc, nic z tego nie jest zbyt przydatne do indywidualnych zmagań ze śmiertelnością w poszukiwaniu sensu. Jest to zarówno zbyt abstrakcyjne by być zrozumiałe dla niewtajemniczonych , jak i zbyt rozdzielne od sentymentu by być osobistą wskazówką. Egzystencjalna tradycja filozofii kontynentalnej dowodzi bardziej wnikliwie: Egzystencjalizm podkreśla subiektywną naturę bycia; to jest, esencję tego, jak to jest być nami. Przybliża nas do rozważań czym jest to co wartościowe, co ma zasadnicze znaczenie dla kształtowania sensownego życia dla nas samych, realizujących te wartości. Tak powiedziane, dla egzystencjalistów 'sens' (a stąd też 'sens życia') jest przede wszystkim opisem, aniżeli zapisem normatywnym.

 

GODZENIE SIĘ Z LOSEM

 

W tej próżni, religia w znacznej mierze rościła sobie monopol na opisowy sens życia i śmierci. Tutaj sens jest jest dostarczany przez Credo, często z ostateczną obietnicą ucieczki przed śmiercią w ogóle. (Dla przykładu, Jan 11:25: ''Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.'') Ludzkie pożądanie religii ufundowane jest częściowo na strachu przed śmiercią i jej pocieszeniu poprzez wiarę w życie ostateczne.
 
Jednakże, pocieszająca koncepcja życia po śmierci jest zadziwiająco mało prawdopodobna by była prawdziwa i jest niepotrzebna. Nie sądzę że śmierci należy się lękać, ponieważ patrząc prosto w jej oczy, zauważyć można, iż jest tym samym co cisza z której przychodzimy. Ponadto, bez życia po śmierci powinniśmy lepiej wykorzystać czas, który mamy teraz – długość czasu, która jest w dużej mierze nieznana dla większości z nas. Stąd też nasze lęki powinny albo marnować ten czas, albo nie mieć go wystarczająco.

Perspektywa niereligijna nie niesie obietnicy nieśmiertelności, lecz zapewnia pewną ulgę. Dla przykładu, nie mam poczucia iż jestem niesprawiedliwie cierpiący. Nie zastanawiam się co uczyniłem, że na to zasłużyłem – I z pewnością nie sądzę, iż ktokolwiek inny bardziej na to zasługuje. Chociaż, pewnie są tacy, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nikt nie wręczył mi tych kart i stąd też, nie mam potrzeby marnować kapitału emocjonalnego na rozważania niesprawiedliwości mego losu. Po prostu miałem pecha w złośliwej mutacji loterii.

Ludzie religijni mówią czasami że nikt nie jest ateistą w okopie (przypuszczalnie odnosi się to również do jam nowotworowych) – domniemanym jest że 'Ci małej wiary' będą chwytać się pocieszenia poprzez, odrzucany dotychczas, nadprzyrodzony system przekonań ponieważ ich los się odwrócił. Lecz gdyby pobożne życzenia były takie proste, to, po prostu, życzyłbym sobie aby nowotwór zniknął – to wydaje się być oczywistym podejściem życzeniowym.

Podejście humanistyczne stroni od nadprzyrodzonego, odcina aleję 'życia po śmierci' i utrzymuje nas zakorzenionych w tworzeniu najlepszego tego jednego życia, które wiemy że mamy. Haczyk tkwi w tym, iż czasem nie dostajemy tyle lat na ile liczyliśmy (nie wspominając już o życiu po śmierci). Chciałbym móc powiedzieć coś pocieszającego; ale być może jest to część ontologicznego pocisku humanistów, że ktoś w tym momencie musi zostać mocno trafiony.

 

WYTRZYMAŁOŚĆ UCZUĆ

 

Nie mając nic do stracenia jesteś niezwykle świadomy tego, czego nie chcesz nigdy stracić. Stajesz przed takim życiem, które może przynieść Ci tylko wiadomość o śmierci. Moja pielęgniarka ma wytatuowane wzdłuż wewnętrznej części przedramienia napis 'przeżywaj życie jakbyś miał dziś umrzeć, kochaj jakbyś miał żyć wiecznie.' Życie w teraźniejszości staje się dużo łatwiejszą do zrealizowania receptą, gdy wiesz że będziesz mieć mniej danego czasu. Znaczenie tych których kochamy również zostaje bardziej podkreślone, a względna nieistotność kwestii finansowych zostaje gruntowana. Posiadam luksus mówienia tego po części dlatego, iż żyję w Szwecji, gdzie, dzięki powszechnej opiece medycznej, moje sporych rozmiarów rachunki za usługi lekarskie nie mają znaczenia. Ale niezależnie od tego, pieniądze mają ograniczone zastosowanie jeśli nie możesz ich wydać. Bez materializmu przysłaniającego widok, nasze niematerialne wartości stają się bardziej wyraźnie.

Dla większości ludzi życie jawi się jako ukierunkowana do przodu projekcja aniżeli odliczanie. Lecz obie perspektywy są potrzebne. W pewnym momencie w naszym życiu pojawia się horyzont i musimy zadać sobie samym następujące pytanie: spoglądając w lusterko wsteczne, jak czuje się z tym co za sobą pozostawiam?

Rozróżnienie pomiędzy 'obiektywistyczną' i 'subiektywistyczną' koncepcją sensu życia zależy od tego czy cokolwiek poza osobistym postrzeganiem wartości jest cenne. Poglądy religijne, w których wartość jest zewnętrznie narzucona przez bóstwa, są wyraźnie obiektywistyczne, podczas gdy poglądy humanistyczne, zakorzenione w myśli o człowieku, dążą do subiektywizmu. Nie sądzę, aby było tu cokolwiek wartościowego, poza subiektywnym odbiorem wartości, ponieważ wartość to stan umysłu, który wymaga podmiotu, który wartościuje. Niemniej jednak można tu znaleźć miejsce dla uczuć, które wszyscy uznajemy za cenne. Skończoność życia pomaga nam dostrzec tę wartość.

W odniesieniu do życia jako ukierunkowanej do przodu projekcji, życie pobłażania sobie nie wydaje się być nierozsądne, ale to co wartościujemy w danym momencie może nie wydawać się tak ważne, widziane w kontekście skończonego życia. Będąc zmuszonym do patrzenia przez lusterko wsteczne, życie pobłażania sobie jest tym co już się miało. Co wtedy pozostaje z wartości dającej poczucie życia przeżytego w pełni? Czym są uczucia które wytrzymują?

Tak jak ja to widzę, tymi uczuciami są drogie nam wspomnienia, które wytrzymują próbę czasu; radość ponad chwile dzielone z z tymi, których kochamy; duma ponad rozpoznane osiągnięcia. Trudno jest znaleźć słowa na takie stany umysłu, ale zawierają one świętość. Mówi się iż filozofia zaczyna się tam, gdzie kończy się religia, ale w tym przypadku, możliwe że poezja zaczyna się tam, gdzie kończy się filozofia analityczna. Precyzja konceptualna może potrzebować ustąpić miejsca językowi bardziej odpowiedniemu dla uczuć.

To co powoduje powstanie wytrwałego uczucia może także różnić się między nami, lecz moje nowe krótkowzroczne okulary sugerują mi że będą one wypływać z wydarzeń, które dotknęły życie innych. Gdy takie uczucia są współdzielone, żyją w tych, którzy pozostają z tyłu. I tak oto pogoń za nieśmiertelnością humanistów nie jest cielesna. Przeciwnie, może przybierać różne formy, które dotykają życia, takie jak przyjaźnie, które utrzymujemy, dzieci które rodzimy, przedsiębiorstwa które otwieramy i książki które piszemy; w istocie, ślady które za sobą zostawiamy.

Życie przeżyte w pełni to w dużej mierze życie przeżywane poprzez innych. Choć jesteśmy żywi to inni dostarczają nam sensu poprzez bycie obiektami naszego uczucia. Gdy my jesteśmy martwi, my dostarczamy sensu innym poprzez kontynuację bycia obiektami dla nich. Świadomość śmierci podkreśla tę wytrzymałość uczuć i pokazuje nam co głęboko cenimy. Przez implikację, wiara w życie po śmierci, która stanowi zaprzeczenie śmierci, może utrudniać taki wgląd.

© Dr David Rönnegard 2014

David Rönnegard uzyskał doktorat z Filozofii w Londyńskiej Szkole Ekonomii i jest pracownikiem naukowym oraz nauczycielem społecznej odpowiedzialności biznesu w Sztokholmie.

Cardiff, 03.2016,
Tłumaczenie: Mayosophy.

Link do oryginału: https://philosophynow.org/issues/105/Atheist_In_A_Foxhole

2015-12-28

JONATHAN GLOVER – ABU GHRAIB - TŁUMACZENIE PL

No witajcie. Trochę mi z tym zeszło. Jako że ukończyłam studia filozoficzne już jakiś czas temu, przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nad charakterem mojego bloga i nad tym w jaki sposób chciałabym go kontynuować. Nieco opadły moje ambicje 'per se' filozofujące, jako że wyjechałam na wyspy i rozpoczęłam (jak się zdaje) ten bardziej dojrzały, 'pracujący w wymiarze full time' styl życia. Obecnie znacznie częściej posługuję się językiem angielskim aniżeli mym pięknym ojczystym, toteż postanowiłam pobawić się w tłumacza tekstów o wydźwięku mniej lub bardziej filozoficznym. Na początek krótki artykuł z dziedziny etyki - Abu Ghraib, Jonathana Glovera. Jak wyszło tak wyszło. Niestety daleko mi jeszcze do tej magicznej translatorskiej wprawy, dlatego tekst ten ma charakter raczej roboczy i z pewnością nie jest on jednym z arcydzieł przekładu. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko, tym mniej wprawionym w czytaniu angielskich tekstów się przyda. Weteranom zaś polecam zdecydowanie lepszy oryginał dostępny w linku zamieszczonym na końcu mojego tłumaczenia. Smacznego.

JONATHAN GLOVER – ABU GHRAIB - PL


W czasie Abu Ghraib, zostałem poproszony o napisanie o nim artykułu do New York Timesa. Zdecydowano się go nie publikować co samo w sobie jest niezwykle interesujące.

Mówimy o torturze i okrucieństwie jako o czymś nieludzkim. Ale oni są ludźmi. Są oni odbiciem głębokich części naszej natury. Ludzie robią okropne rzeczy swoim 'wrogom' podczas wojny, ale wrogość nie jest konieczna. Psycholog Phillip Zimbardo przeprowadził eksperyment, w którym studentów koledżu losowo przydzielono do odgrywania roli strażników więziennych lub więźniów. Eksperyment trzeba było zakończyć przed czasem ze względu na to w jak okropny sposób strażnicy traktowali więźniów. Wielu ludzi jest podekscytowanych sprawianiem innym bólu i upokorzenia, równie mocno jak podczas oglądania filmów pornograficznych.

To właśnie ta ciemna strona natury ludzkiej, podekscytowana okrucieństwem. Ale jest też i druga strona. Posiadamy zasoby moralne, które pomagają hamować nasze okrucieństwo. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić co czują ofiary i współodczuwać z nimi. Mamy szacunek dla godności innych ludzi. W okrucieństwie jest obrzydzenie. Istnieje również poczucie naszej własnej tożsamości moralnej, na przykład niechęć bycia taką osobą, która torturuje i upokarza innych. Gdy mają miejsce zbrodnie takie jak w więzieniu Abu Ghraib, jest to częściowo dlatego, że moralne zasoby ludzi zostały uśpione.

Wyobrażanie sobie i bycie poruszonym przez cierpienie innych może być skutkiem wojny. Zabijanie na wojnie może być łatwiejsze, jeśli Ci po drugiej stronie, nie czują braterskiej więzi z ludźmi. Podczas wojny w Iraku mogło się to przydarzyć Amerykańskim i Brytyjskim planistom, którzy zabili lub ranili więcej niż tysiąc cywilów przez stosowanie bomb kasetowych na zaludnionych obszarach. Czasami gniew niszczy współczucie, jak w Falluji, gdy rozwścieczony iracki tłum zabił czterech Amerykanów i okaleczył ich ciała, lub gdy Amerykańscy dowódcy odpowiedzieli oblężeniem i zbombardowaniem miasta, zabijając sześciuset czy siedmiuset ludzi. Innym znakiem tej obojętności jest brak jakiejkolwiek jasnej liczby ofiar wśród irackich cywili podczas i po wojnie.

Szacunek dla godności innych ludzi jest ważną barierą chroniącą przed zbrodnią. Jest to uznanie ich statusu moralnego jako bliźnich. Niszczenie tego szacunku przez poniżanie ludzi ułatwia czynienie zbrodni. Przykładami jest nazistowskie poniżanie Żydów, zmuszanie ich do szorowania chodników na kolanach , oraz upokarzanie 'kontr-rewolucjonistów' podczas Chińskiej Rewolucji Kulturalnej. Degradacja ludzi odczłowiecza ich i ułatwia ich zabicie. Wyrażanie pogardy to łagodna wersja, w niewielkim stopniu usuwania ochrony równego statusu moralnego.

Jedna z wersji to chłodny żart: pogardliwy humor na koszt czyjejś niedoli czy bezsilności. Gdy pan Rumsfeld został zapytany o warunki więźniów w Guantanamo Bay, było to chłodnym żartem, gdy odpowiedział, że obóz nie powinien być klubem country. Takie komentarze w pewnym sensie stopniowo osłabiają ochronę godności.

Oczywiście ci, którzy dokonali okrucieństw w Abu Ghraib nie byli powstrzymywani żadnym sensem godności swoich ofiar. Upokorzenie, w szczególności upokorzenie seksualne, było kluczowe.

A co z tożsamością moralną? Czy Ci mężczyźni i kobiety nie posiadają żadnych wartości które spowodowałyby odrzucenie stania się sadystycznymi oprawcami? Tożsamość moralna może zawieść jako ogranicznik gdy wielu może odgrywać swoją rolę w okrucieństwie. Nikt nie czuje się personalnie odpowiedzialny. W nazistowskim ludobójstwie działo to się cały czas: ''Ja tylko organizowałem pociągi'', ''Ja tylko dostarczałem gaz'', ''Ja tylko zabierałem żydów na stację'', ''Ja tylko wykonałem rozkaz kogoś innego''. Tym sposobem, ktoś może zachować swój portret przyzwoitej osoby, pomimo udziału w rzeczach okrutnych. W Abu Ghraib, rozdział pomiędzy żandarmerią i ludźmi wywiadu, a praktyką używania zewnętrznych wykonawców, mogły sprawić, że nikt nie czuł iż system w tym miejscu jest ich odpowiedzialnością.


Pospolitym sposobem na osłabienie tożsamości moralnej jest unikanie rozpoznania rzeczy których dokonujesz. Zimne, abstrakcyjne, językowe obelgi nad faktem, że temat jest torturą. W Abu Ghraib, podano instrukcję, mówiącą że ''istotnym jest by siły strażnicze były aktywnie zaangażowane w tworzeniu warunków do skutecznej eksploatacji internowanych''. Gdy ktoś wydaje instrukcję taką jak ta, rezultatem jest postawienie innej istoty ludzkiej w strachu przed śmiercią, nałożeniem kaptura i przymocowaniem do elektrod. Lub też rezultatem jest pozbawienie innej osoby możliwości snu czy zawieszenie na niej psów, albo konieczności poddania się pewnym publicznym, seksualnym upokorzeniom, jak na koszmarnych zdjęciach, które wszyscy widzieliśmy. Jeżeli osoba wydająca rozkaz musiała to wszystko wypowiedzieć, to mogła widzieć jak obrzydliwym człowiekiem musi być by tym wszystkim dowodzić. Dużo wygodniej jest uczepić się fraz o byciu ''aktywnie zaangażowanym przy tworzeniu warunków''.

W tych metodach, mechanizmy przytrzymujące współczucie, poszanowanie godności i tożsamość moralna mogą zawieść. Czy oznacza to, że natura ludzka jest tak wadliwa że nigdy nie będziemy mogli uciec od tortury i barbarzyństwa? Dla tych z nas, którzy wierzą że, rasa ludzka może wyrosnąć z tej barbarzyńskiej przeszłości, ostatni tydzień był mrocznym czasem. Przynajmniej na razie, nawet w krajach, w których pochlebiamy sobie że jesteśmy cywilizowani, jeszcze daleka droga przed nami.


Ale jest tu kilka przebłysków jasności. William Kimbo, Master-at-Arms – oficer pierwszej klasy i opiekun psa marynarki wojennej USA, oparł się naciskowi do udziału w niewłaściwych przesłuchaniach. Sierżant Joseph Darby znalazł dowód nadużycia i zaraportował go. Pierwszy dowódca David Sutton zastopował nadużycie i zaraportował je. Major Generał Antonio Taguba, w odważnym raporcie, wezwał do odpowiedniego, rozległego postępowania dyscyplinarngo. Ci dobrzy ludzie pokazują, że nawet w ciemnym miejscu, możliwe jest zachowanie człowieczeństwa i uczciwości. Lepsza strona natury ludzkiej nie musi zostać pokonana. Musimy wiedzieć więcej o tym co stanowi różnicę pomiędzy tymi, którzy stają się sadystycznymi oprawcami, a tymi którzy odmawiają. Nadzieja, że ludzkość może uciec od tych okropności częściowo od tego zależy.

Ale psychologia indywidualna to tylko część tej historii. Jest tutaj cała kultura, która pomaga lub hamuje torturę i okrucieństwo. Ta kultura zależy od tych wyżej. Mroczne postacie w społeczności wywiadowczej, które proponują ''tworzenie warunków'' są co najmniej tak szkodliwe – i barbarzyńskie – jak Ci, którzy je realizują. Idąc dalej w górę, są tutaj Ci w rządzie, którzy obawiali się inspekcji w Guantanamo Bay i próbowali zablokować protokół na Konwencji ONZ o Torturach, który zezwalał na regularne inspekcje miejsc przetrzymywania. To ledwie sugeruje klimat namiętnej wrogości wobec tortur. To samo odnosi się do zbyt daleko idącej sugestii że sami obywatele Stanów Zjednoczonych powinni być odporni na oskarżenia Międzynarodowego Trybunału Karnego o zbrodnie wojenne.


Tortura ma swoje korzenie w naturze ludzkiej. Ale nie oznacza to, że jest niezwyciężona. Jej klęska wymaga reguł, które odzwierciedlają wstręt i obrzydzenie, które wielu z nas czuje w stosunki do niej. Trzeba by rozpocząć od poddania wszystkich miejsc politycznego przetrzymywania kontroli organów międzynarodowych odpowiedzialnych za ochronę praw człowieka. Natomiast takie organy jak Międzynarodowy Czerwony Krzyż powinny mieć do nich dostęp na żądanie. A my, wyborcy w demokracjach, powinniśmy oceniać polityków którzy unikają tych spraw. Jeśli teraz pozwolimy torturze na pełzanie, skorumpuje ona nasze życie na całe pokolenia.

Cardiff 12.2015,
Tłumaczenie: Mayosophy.

Link do oryginału: http://www.jonathanglover.co.uk/atrocities/abu-ghraib


2015-09-04

LACAN - Od symptomu do syntomu - KONSPEKT

Z Cyklu: 'Znalezione w czeluściach mojego komputera..':

2. Od symptomu do syntomu

Dialektyka Syptomu – KONSPEKT


Z POWROTEM W PRZYSZŁOŚĆ

Wg. Lacana SYMPTOM jawi nam się w postaci niezrozumiałego śladu do momentu, gdy 'droga analizy osiągnie swój kres – gdy pojmiemy znaczenie symptoma'. Analiza jest tutaj symbolizacją co implikuje 'wyobrażeniowy charakter nieświadomości' i nadaje symtomom znaczenie.
Znaczenie symptomów zostaje jak gdyby odgrzebane z przeszłości i odkryte ale 'zostało skonstuowane retroaktywnie'. To analiza wytwarza prawdę tzn. każde pojawienie się znaczącego symptomu implikuje retroaktywną zmianę znaczenia każdej tradycji (o ile dobrze zrozumiałam).
Wyparta w symtomie tresć powraca z przyszłości, toteż przeszłość istnieje o tyle o ile 'została poddana symbolizacji w strukturze pamięci historycznej'. Czyli skutek może poprzedzać przyczynę jeśli za skutek przyjmiemy symptom jako 'powrót wypartego'.

Prawda konstytuuje się przez 'iluzję' odpowiadającą 'przeniesieniu', ponieważ owa prawda rodzi się w wyniku błędnego rozpoznania. Wynika stąd paradoks podmiotu skonfrontowanego z przeszłością lub pewną jej sceną, którą chce zmienić, a której właśnie nie zmienia poprzez wtargnięcie w tą przeszłość – na tym polega iluzja podmiotu.

POWTÓRZENIE W HISTORII

Tak samo jak prawda, która staje się prawdą w wyniku pewnej pomyłki, tak działa nieświadomość – tzn. nieświadomość nas oszukuje, jest pewnym 'przeoczeniem'. Przez błędne rozpoznanie zostaje ukonstytuowana konieczność historyczna, co widać np. na przykładzie Cezara, którego śmierć doprowadziła w ostateczności do ukonstytuowania się instytucji urzędu cezara (konieczność jaką jest śmierć Cezara ma charakter symboliczny, tzn. błędne rozpoznanie Cezara skupiającego w soich rękach całą władzę bezpośrednio implikuje symboliczną konieczność, a tym samym ostateczne rozpoznanie).

HEGEL I AUSTEN

Błędne rozpoznanie o którym mowa w poprzednich rozdziałach dokładnie ukazuje Jane Austen w swoim dziele Duma i przesąd, którą uznać można (a Zizek uznaje) za odpowiednik Hegla w Literaturze.

DWA HEGLOWSKIE DOWCIPY

Bardzo przyjemny rozdział, bowiem ilustruje 'sposób w jaki prawda bierze się z błędnego rozpoznania' na przykładzie dwóch, nieco rozwlekłych, dowcipów. Pierwszy z nich dotyczy Polaka i Żyda, z których pierwszy prosi drugiego aby ten zdradził mu obiekt fantazmatu (tajemnicę) zarabiania (czy może lepiej – wyłudzania) pieniędzy. Drugi natomiast wyczytać można w Procesie Kafki, gdzie umierający mężczyzna rozmawia z odźwiernym stojąc u progu Drzwi Prawa. W każdym z tych dowcipów podmiot doświadcza, że od początku jego pragnienie było elementem gry – obrót akcji w owych dowcipach jest zgodny z heglowską logiką przewyciężania, znoszenia 'fałszywej nieskończoności.'

PUŁAPKA CZASU

Błędne rozpoznanie należy pojmować jeszcze bardziej radykalnie, stosując je analogicznie do okreslenia statusu wiedzy w psychoanalizie, bo np. Lacanowska wyobrażeniowa jaźń istnieje jedynie dzięki błędnemu rozpoznaniu swoich warunków. Znosząc błędne rozpoznanie traci się możliwość rozkoszy, a takim zniesieniem jest wiedza (którą zdobywa się w psychoanalizie).

SYMPTOM JAKO REALNE – TITANIC JAKO SYMPTOM

W ostatniej wersji teorii Lacana symptom jest rozumiany jako rzeczywiste jądro rozkoszy:
„Trwa ono jako nadmiar i powraca mimo wszelkich prób jego oswojenia, jego uszlachetnienia […], zniesienia go przez objasnienie, wypowiedzenie w slowach jego znaczenia”. Tą zmianę rozumeinia symptomu dobrze ilustruje przykład Titanica, a dokładniej jego wraku, który obdarzony został naddatkiem ideologicznego znaczenia jakie mu nadano. Wrak 'stanowił formę, w której społeczeństwo mogło doświadczyć własnej śmierci' tj. został odczytany jako skondensowany symbol zbliżającej się katastrofy europejskiej cywilizacji. Ponadto Titanic jest empiryczną, rzeczwistą pozostałością, która poza tym że stanowi symbol, jest także materializacją resztek skamieniałej rozkoszy:
„Wrak Titanica funkcjonuje więc jako wzniosły obiekt: pozytywny, materialny obiekt, podniesiony do rangi Rzeczy niemożliwej”.

OD SYMPTOMU DO SYNTOMU

Lacan uważa że spójność wszystkim istniejącym zjawiskom nadaje symptom (bo trójkąt – świat, podmiot i język nie istnieją). Symptom stanowi jądro wokół którego odbywa się gra znaczących. Ale aby jądro poddać 'uniwersalizacji' to trzeba je powiązać z 'uniwersalizacją wykluczenia':
„Wszedzie gdzie mamy do czynienia ze struktura symboliczną, jest ona ustrukturyzowana wokół pewnej próżni, co implikuje wykluczenie pewnego kluczowego znaczącego”. Tak więc widać, iż pewną transformację wraz z rozwojem teoretycznym Lacana przechodzi pojęcie symptomu, który na początku był przez niego rozumiany jako rodzaj 'przedłużenia komunikacji za pomocą innych środków'. Ale symptom jest też sposobem w jaki podmiot organizuje swoją rozkosz.”Symptom jako syntom jest formacja posiadającą znaczenie, która jest przeniknięta rozkoszą. Jest on znaczacym jako nosiciel rozkoszującym-się-sensem”. Tak też syntom to jedyna podpora naszego bytu, która nadaje mu spójność. To właśnie symptom rozumiany jako syntom pozwala nam uniknąć szaleństwa.

'JESTEM W TOBIE BARDZIEJ NIŻ TY JESTEŚ W SOBIE'

Bezpośrednio wypełniony rozkoszą (spenetrowany przez nią) syntom z definicji posiada status 'psychosomatyczny'. Paradoks psychoanalitycznego symptomu polega na tym, że trzymając się go nie jesteśmy w stanie się wyzwolić z wszelkich kajdan, które nas trzymają, jednakże bez neigo jest jeszcze gorzej, bo tracimy wszystko co mieliśmy.'Skonfrontowani z symptomem znajdujemy się zawsze w sytuacji niemożliwego wyboru'.

JOUISSANCE IDEOLOGICZNA

Nie należy jednak rozumieć Lacana jako nie kierującego się tradycyjnym 'postmodernistycznym' antyoświeceniowym resentymentem gdy wskazuje na obsceniczną rozkosz niespójnego społecznie-symbolicznego Innego, bowiem (idąc za Kantem) akceptacja danych empirycznych, tych 'patologicznych' praw i zwyczajów stanowi niezbędną drogę do oświecenia. W Lacanowskiej teorii w sposób oczywisty uwidacznia się „podkreślanie, jak dalece ów Kantowski imperatyw moralny skrywa w sobie obsceniczny nakaz superego: Używaj Rozkoszy!”. Tak też w ideologii mamy do czynienia z ukrytą rozkoszą, która stanowiąc jej podstawę, musi zarazem pozostawać w ukryciu, bo to odkryłoby prawdziwy jej cel – służbę sobie samej.

2015-04-26

HELLERA & ŻYCIŃSKIEGO - Zasada Antropiczna

M. Heller + J. Życiński – Dylematy Ewolucji – Zasada Antropiczna – KONSPEKT


Zasada antropiczna hellera składa się z kilku podrozdziałów, które po krótce omówię poniżej:

1. Kosmiczna funkcja człowieka mądrego

Powszechnie wiadomym jest iz czlowieka od zarania dziejów wyobrażano sobie jako ostatnie, najdoskonalsze ogniwo ewolucji. Jednakże chyba każdy swietnie kojarzy antropocentryczny obraz świata, według którego – najpopularniejszy w czasach średniowiecza – najdoskonalszy w hierarchii kosmosu był Bóg. Zasada antropiczna dotyczy jednak czasu, gdy znowu zaczęto przypisywać to co najlepsze człowiekowi, tj. przedstawiając go (począwszy od lat 70tych XX wieku) jako obserwatora kosmosu i twórcę nauki.

2. Człowiek i wiek wszechświata

Narodzin zasady antropicznej należy szukać w odkryciu Roberta Dicke'a związku wieku wszechświata z powstaniem człowieka. Bowiem okazało się, iż nasze istnienie nie jest dziełem przypadku (Gdyby Pascal dożył tych czasów pewnie wycofałby się ze swojego słynnego stwierdzenia, jakoby jesteśmy jedynie trzciną w przyrodzie ;)

Zasada Antropiczna → Dotyczy Człowieka Mądrego i jego kosmicznej funkcji.


3. Słaba i Mocna zasada antropiczna

SŁABA ZASADA ANTROPICZNA
MOCNA ZASADA ANTROPICZNA
POSTULAT. → Spośród wielu wyników obserwacji wielkosci kosmologicznych, selekcja tylko tych, przy których możliwe są warunki niezbedne do istnienia życia.
STWIERDZENIE. → Wszechświat musi być taki, by dopuszczał zaistnienie obserwatora w pewnej fazie swojej historii.
PRZYKŁAD:
PRZYKŁAD:
Oszacowanie na podstawie obserwacji wieku wszechświata
Zastępcze wyjaśnienie istnienia człowieka → Wszechświat musi wyprodukować obserwatora

4. Człowiek i skala wszechświata

Krotkie przedstawienie pracy M. Reesa oraz B. Carra, dotyczącej zasady antropicznej. 'Zauważyli oni, że jeżeli rozmiary różnych struktur, wystepujących we Wszechświecie wyrazić przy pomocy dwu stałych: tzw. stałej subtelnej struktury dla pola elektromagnetycznego i analogicznej stałej dla grawitacji, to otrzymuje się zupełnie nieoczekiwane związki'.

5. Zasada celowości czy nieskończoności światów?

Mocną zasadę antropiczną można uznać z zasadę celowości, która w dobie postępu w nowożytnej nauce do najpopularniejszych nie należy. Rozważając zasadę antropiczną nie da się jednak obejść czy pominąć problem zasady celowości, z którą łączy się również dosyć kontrowersyjna hipoteza rzeczywistego istnienia zbioru wszystkich możliwych wszechświatów.

6. Między filozofią, a fantazją

Problematyka kosmologiczna + Zagadnienie człowieka = Pole do fantazji filozoficznej


Do takich fantazji filozoficznych autor zalicza min. sformułowanie celowościowej [final] wersji zasady antropicznej przez Barrowa i Tiplera, a także partycypacyjna zasade antropiczną stworzoną przez Wheelera.

7. Próba oceny

'Dyskusje wywołane zasada antropiczną, wyraźnie ukazują ile ładunku filozoficznego niosa w sobie współczesne teorie kosmologiczne'. Jeszcze dużo czasu minie nim będziemy w stanie całkowicie zrozumieć wszechświat, lecz wędrówka ku jego zrozumieniu zaczęła się już jakiś czas temu i nieustannie trwa.